Plum,
plum, plum ... krople deszczu spływały po szybie, a ja marzycielsko
wpatrywałam się w niebo. Często siedzę przy oknie lub leże w
ogrodzie i podziwiam zadziwiające kształty chmur. Ciekawe czy można
je dotknąć czy jest to tylko gęsty smog. I ciekawe czy gdzieś
wysoko ponad nimi naprawdę istnieje drugie życie.
Gdy
usłyszałam dzwonek do drzwi, zbiegłam na dół. Tata właśnie
wrócił z pracy. Na rękach miał dwie pizze, które zabrałam do
kuchni. Chwyciłam nóż, ukroiłam nam po kawałku, a do szklanek
wlałam trochę gazowanego napoju. Po skończonym posiłku
rozeszliśmy się – tata poszedł spać, a ja wróciłam do pokoju.
Rzadko
razem coś robimy, prócz jedzenia obiadów. Od kiedy mama zmarła,
tata zgubił wszelkie emocje. Czasem zażartuję, ale to nie to samo
co kiedyś. Jeszcze rok temu był najlepszym komikiem pod słońcem,
przysięgam! Mama również miała poczucie humoru i zawsze umiała
mnie pocieszyć. Teraz jestem zdana na siebie. Na szczęście mam
prawdziwą przyjaciółkę Charlie, na którą mogę liczyć w każdej
chwili.
Po
deszczowym poranku, około trzeciej w południe wyszło słońce.
Zmieniłam domowe dresy na czarne jeansy, zarzuciłam krwisto
czerwoną koszulę w krate i założyłam wynoszone już trampki.
Odkluczając drzwi usłyszałam głos z salonu.
- Gdzie idziesz? - zapytał tata.
- A ty nie śpisz? - zdziwiłam się.
- Pytałem o coś.
- Idę do Charlie, wrócę wieczorem.
Gdy
szłam ścieżką wzdłuż drogi do przyjaciółki, dorwał mnie
deszcz. Cały czas przyspieszałam i po chwili zaczęłam biec.
Kilka minut później byłam już na miejscu. Przywitałam się ze
wszystkimi i ruszyłam na górę, do pokoju Charlie. Często tu
przesiaduję. Jestem tu rano przed szkołą, a potem po obiedzie do
wieczora. Kolejne kilka godzin spędziłyśmy na robieniu szkolnego
projektu, śmianiu się, oglądaniu TV i małych ploteczkach o nowym
chłopaku w naszej szkole. Jest bardzo przystojny, ma ten błysk w
oku i dobrze się uczy, nie to co inni.
- Może kiedyś podwiezie cie do szkoły, w sumie nie ma daleko – żartowała sobie Charlie.
- Jak to?
- Widziałam go dziś rano jak wyjeżdżał swoim motorem z tej samej ulicy co przylepa, pewnie mieszka tam.
- No to jest już zaklepany.
Przylepa
to jedna dziewczyna z naszej szkoły. Nazwaliśmy ją tak, bo klei
się do każdego chłopaka. Uważa się za księżniczkę i każdy ma
jej usługiwać. Jej rodzice prowadzą własną firmę, więc ona
dostaje co tylko zechce. Nawet chłopaków w szkole.
- Cholera! Zaraz wybije 9! Muszę lecieć. Jeszcze nie zrobiłam matmy. Zobaczymy się rano w szkole. Narazie!
Wybiegłam,
żegnając się z progu. Gdy dotarłam do domu, zauważyłam kartkę
na stole.
"Miałaś
być o 18. Nie myśl, że ominie Cię jutro kara. Tata"
Wzięłam
prysznic, wrzuciłam książki do torby i włączyłam TV, jednak po
chwili już spałam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz